wtorek, 27 grudnia 2016

Hobbit&TSFH = duet doskonały


Tak, wiem. Znów Twó Steps From Hell.... i znów "Hobbit". Monotematycznie jakoś bardzo. Ale cóż , zobaczyłam coś i musiałam puścić tego "cosia" dalej w świat i podzielić się nim z Wami :) 
Chodzi mianowicie o bardzo przyjemny dla ucha i oka fanvid, zręcznie zmontowany i genialnie połączony z muzyką. 


Moja hobbitowa (a może Thorinowa :P) choroba chyba się nigdy nie skończy :D

Przy okazji... 

....życzę Wam udanego ostatniego tygodnia roku i świetnej zabawy w Sylwestra, jeśli gdzieś się wybieracie/ spokojnego wieczoru Sylwestrowego jeśli zostajecie w domku  (no, chyba że u was jest domówka to wróćcie do opcji pierwszej :P :)  )

sobota, 24 grudnia 2016

Świątecznie ;)


Z okazji tych pięknych Świąt zamieszczam krótki i bardzo na temat post, a w nim jedna ze świątecznych piosenek, którą pamiętam jeszcze z dzieciństwa, czyli "Let it Snow" Deana Martina...


Niech te piękne Święta będą dla Was pełne ciepła rodzinnego i radości, a nadchodzący rok niech spełni Wam marzenia i będzie lepszy od poprzedniego...



środa, 14 grudnia 2016

O "Królu Olch" raz jeszcze...



Jakiś czas temu pisałam na blogu o wierszu J.W Goethe'ego pt. "Król Olch" - przytaczałam wtedy tekst poematu. Dziś chciałam uzupełnić trochę ten temat. Mianowicie jakiś czas temu natknęłam się na kilka ciekawych interpretacji muzycznych i animacyjnych tego wiersza. Wybrałam trzy, które szczególnie przypadły mi do gustu i dziś się nimi z Wami podzielę. I przyznaję, że w tych interpretacjach znika cała baśniowość (ja zawsze w takim kontekście interpretowałam ten utwór), a zostaje uczucie grozy i niepokoju. 

niedziela, 11 grudnia 2016

Post ładujący bateR(A)ie... i sprawdzający czujność ;)


Od dłuższego czasu kiełkowała we mnie coraz większa ochota na wpuszczenie tu odrobiny "rysiowości", na odkurzenie starych wspomnień, dawnych uczuć. 

źródło: Pinterest

piątek, 9 grudnia 2016

Co Słowiance w duszy gra... - muzyczni ulubieńcy #10

* * *
...za moimi oczami rośnie las zamglony
wrastający mi w duszę plątawą korzeni...

(...)
...we mnie olchy w półcieniach letniego przedświtu
jak długonogie ptaki brodzą w ciemnej wodzie...


Po tych kilku postach o muzyce, które tu publikowałam dało się zauważyć, że moje gusta muzyczne są dosyć szerokie. Ale do tej pory nie wspomniałam nigdy o jednym gatunku, który ogromnie lubię, a mianowicie o folku. Więc dziś będzie o muzyce folkowej, naszej rodzimej, trochę nawiązującej do czasów Słowian, ich wierzeń i życia codziennego.

Południca
- cosplay postaci z gry Wiedźmin: Dziki Gon w wykonaniu Eleny

sobota, 19 listopada 2016

Muzyczni ulubieńcy #9

Przychodzę dziś do Was z przepiękną muzyką wytwórni Two Steps From Hell. Dzieliłam się Wami już ich "Heart of Courage", przy okazji publikacji II części fanficka "Wyprawa pod Samotną Górę", więc temat już jest niejako rozpoczęty :)


źródło; Pinterest

poniedziałek, 7 listopada 2016

"Śmierć przybywa do Pemberley" - Phyllis Dorothy James

Mam taki zwyczaj, że kiedy biorę do ręki książkę, która w jakiś sposób zwróciła moją uwagę, zawsze otwieram ją na ostatniej stronie i czytam ostatnie kilka zdań. To mi zawsze wystarcza, żeby ocenić czy książka będzie mi się podobać. Dziwna metoda, ale u mnie się sprawdza. Obrzuciłam więc wzrokiem również kilka ostatnich zdań „Śmierci...” i coś między nami zaskoczyło. Wróciłam na początek. To była sobota wieczór. W niedzielę późnym wieczorem zamknęłam i odłożyłam książkę, usatysfakcjonowana, że poznałam tajemnicę lasu Pemberley i równie tajemniczych co niepokojących wydarzeń, jakie miały miejsce w tym majątku dokładnie 6 lat po idealnym ślubie Elisabeth i pana Darcy.

piątek, 4 listopada 2016

Mało kto dziś pamięta... czyli trochę klasyki na blogu.

Mało kto dziś pamięta przykłady literatury epoki romantyzmu, które wałkowało się na lekcjach języka polskiego w liceum. A jeśli nawet to są to te oczywistości Mickiewicza i Słowackiego. A Goethe? Dziś przypomnę jeden jego utwór. Przed Wami, w interpretacji Wisławy Szymborskiej...

"Król Olch"

Noc padła na las, las w mroku spał, 
Ktoś nocą lasem na koniu gnał. 
Tętniło echo wśród olch i brzóz, 
Gdy ojciec syna do domu wiózł. 

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak? 
Tam ojcze, on, król olch, daje znak, 
Ma płaszcz, koronę i biały tren. 
- To mgła, mój synku, albo sen. 

"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las! 
Wesoło będzie płynąć czas. 
Przedziwne czary roztoczę w krąg, 
Złotolitą chustkę dam ci do rąk". 

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew? 
To król mnie wabi, to jego śpiew. 
- To wiatr, mój synku, to wiatru głos, 
Szeleści olcha i szumi wrzos. 

"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las, 
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd. 
Moje córki nucąc pląsają na mchu, 
A każda z mych córek piękniejsza od snu". 


- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew 
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew? 
- O, synku mój, to księżyc tak lśni, 
To księżyc tańczy wśród czarnych pni. 

"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las! 
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!" 
- Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu, 
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. - 

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył 
I konia ostrogą popędził co sił. 
Nie wiedział, że syn skonał mu już 

W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz. 

sobota, 22 października 2016

"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz.10, ostatnia i małe święto.



Rozdział 10


Ogary mknęły przez las niczym wypuszczone z kuszy bełty i ciężko było nadążyć za nimi wzrokiem. Odkąd podjęły trop nie zwalniały ani na chwilę i co chwila wystawiały polującym kolejne dziki. Psy nikły i pojawiały się. Jeden, dwa, czasem cztery naraz. Jedynie ich ujadanie słychać było cały czas i to dawało łowczym możliwość bezbłędnego podążania za nimi. 
Myśliwi podzielili się na kilka grup, żaden bowiem nie zamierzał stawać do pojedynku z rozwścieczonym odyńcem sam, zdając sobie sprawę z śmiertelnego niebezpieczeństwa. Łowy trwały od wczesnego poranka i z tego co donosili posłańcy kilka sporych odyńców leżało już bez ducha.
Zanim słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, rozległ się dźwięk rogu, by polujący poczęli zawracać ku obozowi. Poczęto również zbierać upolowaną zwierzynę.
Guy mijał właśnie jedno z takich miejsc i upewniwszy się, że wszystko jest jak należy, skierował się wraz z Allanem ku polanie na zachodnim skraju ziem należących do majątku Knighton, gdzie obozowali łowczy.
- Padam z nóg. - mruknął Allan.
Guy prychnął tylko i pogładził szyję swojego wierzchowca. Ogier nosił go dzielnie przez cały dzień w trudnym terenie, dowodząc swej wytrzymałości i zwinności.
- A co ma powiedzieć twój koń? - odezwał się patrząc na kasztanka na którym siedział Allan.
Chłopak się speszył, ale po chwili znów wykwitł mu na ustach uśmiech. Był bardzo zadowolony z dzisiejszego dnia. Guy również, choć bardziej powściągał emocje. Teraz gdy adrenalina opadała, zaczynał odczuwać zmęczenie, ale i coraz silniejszą potrzebę zobaczenia się z Elisabeth. Myśl, że mógłby złożyć znużoną głowę na jej piersi i po prostu przymknąć oczy, była bardzo silną pokusą.
Gdy więc koń trochę odpoczął Guy stuknął go piętami i przyśpieszył lekko. Zapewne szeryf będzie chciał jeszcze wypić zwyczajowy toast na zakończenie łowów, ale to już tylko formalność. Byle do Knighton, byle do Elisabeth. 
Gdzieś z boku, poniżej, w zagłębieniu terenu słychać było głosy innych myśliwych, zapewne również wracających do obozu. Co jakiś czas jeszcze odzywał się róg sygnałowy, by każdy usłyszał wezwanie.
Nagle ni to kwik, nie to warkot rozległy się w lesie, a zaraz dołączyły i zgłuszyły go krzyki, tupot i paniczne rżenie koni.
Guy ściągnął wodze ogiera, który rzucił się w przód przestraszony, ale w porę wstrzymany jedynie wspiął się lekko na tylnych nogach w górę.
- Sir Guy! - krzyknął Allan również próbując zapanować na koniem.
Guy niewiele myśląc puścił konia, a ten wyrwał do przodu. Rycerz pokierował zwierzęciem i zjechawszy z górki skręcił do jaru, skąd słychać było gwar.
- Chryste!…
- Zabijcie tę bestię!
- Koń, trzymajcie konia!
- Bo go stratuje!

czwartek, 20 października 2016

Muzyczni ulubieńcy #8 i trochę mojej pisaniny



Ostatnio słucham trzech utworów na zmianę. Najczęściej rano podczas wykonywania makijażu czy porannej kawy. Fajnie mnie nastrajają przed rozpoczynającym się dniem, dodają energii,  no i są źródłem inspiracji. 


projekt CANVA

piątek, 7 października 2016

Muzyczni ulubieńcy #7



Wiedźmowata muzyka. Tak nazywam ten rodzaj utworów. Kojarzą mi się z pierwotną naturą kobiecości. Nawet jeśli teksty nie mają z tym nic wspólnego... ale czy gdy przymknięcie oczy słuchając tej muzyki, śpiewu, nie przychodzą wam do głowy obrazy zebranej grupki kobiet? Siedzących razem przy ogniu. Gdzieś w chacie, na łące, gotujących, szyjących, śpiewających pieśni, które przekazały im matki i babki? Słuchających w skupieniu opowieści tej najstarszej?... 
Mnie przychodzi to z łatwością. 
Bo dawniej wiedźmami nie nazywano czarownice, ale kobiety doświadczone, często starsze, po prostu WIEDZĄCE. 

środa, 28 września 2016

"Muzyczni ulubieńcy" #6

Dziś nietypowy post o muzyce z ostatniego tygodnia, bo prócz muzyki mam też dla Was trochę fotografii. Ale do rzeczy...

Dziś na warsztacie Adrian von Ziegler. Cenię bardzo jego twórczość. To człowiek bardzo utalentowany, a muzyka jaką tworzy jest jedną z najpiękniejszych jaką miałam okazję słyszeć. Kilka z jego utworów podsunęłam Wam już do posłuchania przy okazji publikacji  II części fanficku "Wyprawa pod Samotną Górę".  
Ja przez ostatnie kilka dni znów słuchałam muzyki Adriana von Zieglera, ale tym razem szukałam wśród jego utworów tych, których nie znałam wcześniej. Wśród tych kilku najciekawszych, najbardziej urzekł mnie "Autumn Forest". Jest on dosyć długi, bo ma aż 20 minut, ale niech Was to nie zraża - słucha się bardzo przyjemnie od początku do samego końca. 
Czemu mi się tak spodobał? Zaczęło się od samego tytułu utworu. Zaintrygował mnie. Głównie dlatego, że jesień jest moją ulubioną porą roku. Lubię gdy dni stają ciemne, ponure i deszczowe. Lubię szybko nadchodzące wieczory i pierwsze przymrozki, które tak ładnie ozdabiają białą koronką zamierający świat. Lubię też rażące, wręcz oślepiające swoim blaskiem, słońce - jakby chroniło urodę tej najpiękniejszej pory roku od zbyt natarczywych spojrzeń nas, śmiertelników...
Jesień jak żadna z pór roku jest magiczna, pełna niedopowiedzeń, tajemniczości... Kiedy przechodzi i w końcu jest to czuję się w końcu dobrze. Bo to jest mój świat - cichy, usłany dywanami rudych, czerwonych, żółtych liści, z siwymi woalami wolno sunących mgieł. Świat, który czeka na swój koniec, a mimo to ostatkiem sił staje się piękniejszy niż był przez cały czas swego istnienia...  

Zapraszam na wyprawę do jesiennego lasu... 

sobota, 24 września 2016

Nuda tu, nuda tam, czyli przeróbmy to i tamto, bo moja wersja będzie lepsza ;)


Dawno, dawno temu, kiedy wszyscy byliśmy młodsi, a Hobbit nie miał nawet roczku, rozczulając nas do granic wszystkim co autorzy w nim zawarli, od widoków Nowej Zelandii po najdrobniejsze szczegóły dekoracji, że o postaciach nie wspomnę, w czeluściach Internetu znalazłam pewien komiks o Thorinie. 

piątek, 23 września 2016

"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 9




Rozdział 9


Droga na piętro zdawała się Guy'owi trwać w nieskończoność. Z jednej strony chciał jak najszybciej znaleźć się przy Elisabeth, a z drugiej nie wiedział jak się przy niej zachować. Wiadomość, którą otrzymał kilka sekund wcześniej mało nie zwaliła go z nóg. Czuł złość, głównie na siebie, ale i na Opatrzność. Czuł jakby z niego zakpiono – pokazano mu w lustrze wizję życia jakiego zawsze pragnął i jednym ruchem mu ją odebrano. Choć nie był zbyt wierzący upatrywał w tych tragicznych wydarzeniach ostatnich dni coś w rodzaju boskiej kary. Idąc do alkowy Elisabeth prosił więc w myślach Boga, by ten się zlitował i przerwał to pasmo nieszczęść i co gorsza, nie zabierał mu ukochanej kobiety. Bał się o nią. Zdawał sobie sprawę jak poważnie mogło to wpłynąć na jej zdrowie, nie tylko fizyczne. Słyszał nie raz, że pod tym względem kobieca psychika jest bardzo wrażliwa. Starał się sobie wyobrazić co dziewczyna może teraz czuć. Nie umiał. Pomyślał o dziecku. Dopiero teraz pojawił się żal – zagryzł wargi, czując wyrzuty sumienia, ale zwalił to na karb tego, że chociaż było nieoczekiwaną radością, nie zdołał się do niego przywiązać. W ciągu tych kilkunastu godzin. Wrócił myślami do Elisabeth - pluł sobie w brodę i przeklinał siebie, że jej nie dopilnował, że ten jeden raz odpuścił.
Podszedł ostrożnie do drzwi i nadstawił ucha. W środku panowała cisza. Pchnął lekko drzwi i wszedł do środka. W oświetlonym różowo-pomarańczowym światłem poranka pokoju dostrzegł leżącą na łożku drobną postać Elisabeth. Podszedł bliżej. Chyba spała. Wciągnął powietrze i usiadł obok niej ostrożnie, nie chcąc jej budzić. Była bardzo blada. Bezwiednie wyciągnął dłoń i dotknął jej policzka. W sumie nie wiedział po co to zrobił… ale gdzieś z tyłu głowy kołatał mu się cień okropnej myśli, której bał się, ale musiał się upewnić. Gdy jego palce dotknęły skóry dziewczyny, gdy poczuł ciepło żyjącej istoty, mroczny cień strachu w jego umyśle zniknął, a on poczuł tak ogromną ulgę, że zsunął się na podłogę i oparłszy głowę na dłoniach, zapłakał.

wtorek, 20 września 2016

wtorek, 13 września 2016

"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #4

Sentyment do tego co było zawsze wpływał w jakiś sposób na moje gusta. Lubię jak ciuch, mebel, czy nawet kosmetyk nawiązuje do dawnych stylów, historii itp. Bardzo podoba mi się styl mody damskiej XX-lecia międzywojennego. No i zawsze jest ciche westchnięcie jak patrzę na ówczesne ikony jak Pola Negri, Marlena Dietrich... Kobieco, uwodzicielsko i w ogóle wow :P 

środa, 7 września 2016

"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 8





Rozdział 8


Płomień wił się i giął. Lizał potężne bierwiona ułożone w kominie. Ciszę co jakiś czas przerywał trzask suchego drewna trawionego przez ogień.
Elisabeth przymknęła oczy i starała się uspokoić głowę. Świat jej wirował przy każdym ruchu. Przesunęła dłońmi na oślep wokół siebie. Gładkość pod dłońmi i zapach jaki wciągnęła z kolejnym oddechem dały jej jednoznacznie do zrozumienia, że leżała w łożku.
- Pani?
Głos Mary dobiegający jakby z oddali odbił się w jej głowie nieprzyjemnym echem. Jęknęła.
- Dziecko… Dobry Boże…
- Mary…. - wyszeptała z wysiłkiem – Czemu tu jestem? Byłam na zewnątrz…
- Sir Locksley cię przyniósł. Zemdlałaś.
Z ust dziewczyny wyrwało się ciche westchnienie.
- Jak się czujesz dziecinko?
- Źle Mary.
Rozległo się pukanie. Chwilę później skrzypnęły drzwi. Elisabeth leżąc z przymkniętymi oczami nie widziała, że Mary wstała by je otworzyć.
- Jak się czuje?
- Nie przyszła jeszcze do siebie pani.
Marian spojrzała ponad ramieniem służki. Elisabeth była blada jak pergamin. Pani na Locksley zagryzła wargę w zamyśleniu opierając dłonie na lekko zaokrąglonym brzuszku.
- Poślę do wsi po znachorkę.
- Pani wybacz śmiałość, ale nie lepiej posłać do Nottingham po medyka?
- Nie, stara Matylda zna się na rzeczy.
Mary skinęła głową i spojrzała na Elisabeth.
- Biedne dziecko, wygląda jakby zaraz miała zemrzeć.
- Zamilcz. - syknęła Marian. - Myślę, że się mylisz. Czuwaj przy niej nim nie przyjdzie znachorka.
- Jak sobie życzysz pani.

poniedziałek, 5 września 2016

"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #3



Czasem starczy kilka sekund, żeby się zakochać. Jedno spojrzenie, jedno słowo i już wiesz, że to jest to. Z muzyką jest podobnie. Ileż utworów mija nas co dzień jak przechodnie na ulicy, obojętnych i szarych? Mnóstwo. W reklamach, radiu, telewizji, na YT. Ale niekiedy zdarzy się to szczęście, że włączysz odbiornik właśnie w TYM momencie, klikniesz TĘ piosenkę i wtedy się zaczyna. Muzycznie się zakochujesz i jest po tobie.

Dziś przedstawiam Wam trzy takie wyjątkowe utwory.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #2

Muzyka która towarzyszyła mi od ostatniego wpisu o muzycznych ulubieńcach? Soundtrack do pierwszego sezonu serialu "Outlander" autorstwa Bear'a McCreary'ego. Wyszczególnię kilka utworów, które darzę szczególnym sentymentem, ale poniżej zamieszczam link do kompletnej ścieżki dźwiękowej do pierwszego sezonu, bo słuchałam jej całej. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 7





Rozdział 7


Dwa miesiące później

- Wzywałeś mnie panie.
Szeryf nie zareagował, gdy Gisborne wszedł. Pisał coś skrupulatnie. Guy założył ręce na piersi i rozejrzał się po komnacie, starając się ukryć rosnące poirytowanie. Obrzucił pomieszczenie znudzonym wzrokiem. Wizualnie siedziba szeryfa nie zmieniła się zbytnio od śmierci Vasey'a, ale trzeba było przyznać, że atmosfera była tu teraz mniej ponura.
- Pamiętasz Gisborne? Majątek ojca?
- Oczywiście. - Guy zmarszczył brwi zaintrygowany. - Czemu o to pytasz sir?
- Gdy skończy się odbudowa przeniesiesz się tam. - szeryf odłożył pióro, wyprostował się i spojrzał na Gisborne'a.
- Dowódca straży powinien być w zamku. - rzekł zdecydowanie Guy.
- Nie musi być tu codziennie.
- Dziwi mnie, twoja decyzja panie. Zwłaszcza, że życzeniem króla było bym dalej pełnił funkcję...
- Funkcji ci nie zabieram. Ile potrwa jeszcze odbudowa dworu w Gisborne?
- Do miesiąca.
- Dwa tygodnie, Gisborne. - rzekł szeryf – Tyle masz czasu i potem nie chcę cię tu widzieć częściej niż dwa razy w tygodniu.
Guy prychnął.
- Masz coś do powiedzenia?
Gisborne uśmiechnął się zaledwie kącikami ust.
- Dziwi mi mnie wciąż, że Locksley tak łatwo zrezygnował z Gisborne.
- Co mu po nim. Zresztą ten skrawek ziemi zrekompensuje mu o wiele większe Knighton.
Guy uniósł brew z dezaprobatą.
- Wszak moja siostrzenica wychodzi za Robina.
- To naprawdę bardzo radosna nowina. - odparł Guy.
- W rzeczy samej.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - Longthorn odwrócił wzrok od dowódcy i spojrzał na drzwi.
Skrzydło uchyliło się i do komnaty weszła Elisabeth. Guy zobaczywszy ją, uśmiechnął lekko skłaniając głowę. Dziewczyna dygnęła grzecznie. Nie spodziewała się widzieć tu Guy'a, ale skoro już na niego trafiła to ucieszyła się bardzo. Poczuła jak serce zaczyna jej mocniej bić.
- Papo Wybieram się z Marian i Robinem do Bonchurch. - oznajmiła zdecydowanym głosem spoglądając na szeryfa.
Guy podziwiał jak z cichej, skromnej dziewczyny w jednej chwili stawała się zdecydowaną i świadomą swych oczekiwań młodą kobietą. Prawdziwą damą, która miała predyspozycje, by zarządzać domem jako żona lorda. Jego żona… Guy poczuł boleśnie jak bardzo tego pragnie. Jej u swojego boku. Przetarł dłonią twarz i stwierdził, że musi wyjść. Widok Elisabeth zbyt mocno na niego działał, zwłaszcza, że widywał ją rzadko od momentu ułaskawienia.
- W jakim celu? - sir John wpatrzony w córkę, nie zwracał już uwagi na Gisborne'a, który skierował się wolno ku drzwiom. Dziewczyna odrzuciła na plecy warkocz, a ten kołysał się przez chwilę omiatając końcówką jej biodra.
- Złożyć uszanowanie nowemu lordowi. - odparła dziewczyna. - W naszym imieniu. Nie zrobiliśmy tego jeszcze ojcze.
Szeryf westchnął.
- Proszę, co mam tu do roboty? W zamku jest nudno i ponuro.
- Dobrze… ale….
- Dziękuję ojcze. - uśmiechnęła się i odwróciła by wyjść, napotkała jednak spojrzenie Guy'a. Odwróciła się znów do ojca – Sir Guy będzie mi towarzyszył. - stwierdziła.