Poniekąd wróciłam do korzeni. Dlaczego? Bo stare przyzwyczajenia pomogły mi odkryć nowe ciekawe utwory. I wrócić na chwilę do dwóch już mi znanych.
wtorek, 20 września 2016
"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #5
Poniekąd wróciłam do korzeni. Dlaczego? Bo stare przyzwyczajenia pomogły mi odkryć nowe ciekawe utwory. I wrócić na chwilę do dwóch już mi znanych.
wtorek, 13 września 2016
"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #4
Sentyment do tego co było zawsze wpływał w jakiś sposób na moje gusta. Lubię jak ciuch, mebel, czy nawet kosmetyk nawiązuje do dawnych stylów, historii itp. Bardzo podoba mi się styl mody damskiej XX-lecia międzywojennego. No i zawsze jest ciche westchnięcie jak patrzę na ówczesne ikony jak Pola Negri, Marlena Dietrich... Kobieco, uwodzicielsko i w ogóle wow :P
środa, 7 września 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 8
Rozdział 8
Płomień
wił się i giął. Lizał potężne bierwiona ułożone w kominie.
Ciszę co jakiś czas przerywał trzask suchego drewna trawionego
przez ogień.
Elisabeth
przymknęła oczy i starała się uspokoić głowę. Świat jej
wirował przy każdym ruchu. Przesunęła dłońmi na oślep wokół
siebie. Gładkość pod dłońmi i zapach jaki wciągnęła z
kolejnym oddechem dały jej jednoznacznie do zrozumienia, że leżała
w łożku.
-
Pani?
Głos
Mary dobiegający jakby z oddali odbił się w jej głowie
nieprzyjemnym echem. Jęknęła.
-
Dziecko… Dobry Boże…
-
Mary…. - wyszeptała z wysiłkiem – Czemu tu jestem? Byłam na
zewnątrz…
-
Sir Locksley cię przyniósł. Zemdlałaś.
Z
ust dziewczyny wyrwało się ciche westchnienie.
-
Jak się czujesz dziecinko?
-
Źle Mary.
Rozległo
się pukanie. Chwilę później skrzypnęły drzwi. Elisabeth leżąc
z przymkniętymi oczami nie widziała, że Mary wstała by je
otworzyć.
-
Jak się czuje?
-
Nie przyszła jeszcze do siebie pani.
Marian
spojrzała ponad ramieniem służki. Elisabeth była blada jak
pergamin. Pani na Locksley zagryzła wargę w zamyśleniu opierając
dłonie na lekko zaokrąglonym brzuszku.
-
Poślę do wsi po znachorkę.
-
Pani wybacz śmiałość, ale nie lepiej posłać do Nottingham po
medyka?
-
Nie, stara Matylda zna się na rzeczy.
Mary
skinęła głową i spojrzała na Elisabeth.
-
Biedne dziecko, wygląda jakby zaraz miała zemrzeć.
-
Zamilcz. - syknęła Marian. - Myślę, że się mylisz. Czuwaj przy
niej nim nie przyjdzie znachorka.
-
Jak sobie życzysz pani.
poniedziałek, 5 września 2016
"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #3
Czasem starczy kilka sekund, żeby się zakochać. Jedno spojrzenie, jedno słowo i już wiesz, że to jest to. Z muzyką jest podobnie. Ileż utworów mija nas co dzień jak przechodnie na ulicy, obojętnych i szarych? Mnóstwo. W reklamach, radiu, telewizji, na YT. Ale niekiedy zdarzy się to szczęście, że włączysz odbiornik właśnie w TYM momencie, klikniesz TĘ piosenkę i wtedy się zaczyna. Muzycznie się zakochujesz i jest po tobie.
Dziś przedstawiam Wam trzy takie wyjątkowe utwory.
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #2
Muzyka która towarzyszyła mi od ostatniego wpisu o muzycznych ulubieńcach? Soundtrack do pierwszego sezonu serialu "Outlander" autorstwa Bear'a McCreary'ego. Wyszczególnię kilka utworów, które darzę szczególnym sentymentem, ale poniżej zamieszczam link do kompletnej ścieżki dźwiękowej do pierwszego sezonu, bo słuchałam jej całej.
czwartek, 25 sierpnia 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 7
Rozdział 7
Dwa
miesiące później
-
Wzywałeś mnie panie.
Szeryf
nie zareagował, gdy Gisborne wszedł. Pisał coś skrupulatnie. Guy
założył ręce na piersi i rozejrzał się po komnacie, starając
się ukryć rosnące poirytowanie. Obrzucił pomieszczenie znudzonym
wzrokiem. Wizualnie siedziba szeryfa nie zmieniła się zbytnio od
śmierci Vasey'a, ale trzeba było przyznać, że atmosfera była tu
teraz mniej ponura.
-
Pamiętasz Gisborne? Majątek ojca?
-
Oczywiście. - Guy zmarszczył brwi zaintrygowany. - Czemu o to
pytasz sir?
-
Gdy skończy się odbudowa przeniesiesz się tam. - szeryf odłożył
pióro, wyprostował się i spojrzał na Gisborne'a.
-
Dowódca straży powinien być w zamku. - rzekł zdecydowanie Guy.
-
Nie musi być tu codziennie.
-
Dziwi mnie, twoja decyzja panie. Zwłaszcza, że życzeniem króla
było bym dalej pełnił funkcję...
-
Funkcji ci nie zabieram. Ile potrwa jeszcze odbudowa dworu w
Gisborne?
-
Do miesiąca.
-
Dwa tygodnie, Gisborne. - rzekł szeryf – Tyle masz czasu i potem
nie chcę cię tu widzieć częściej niż dwa razy w tygodniu.
Guy
prychnął.
-
Masz coś do powiedzenia?
Gisborne
uśmiechnął się zaledwie kącikami ust.
-
Dziwi mi mnie wciąż, że Locksley tak łatwo zrezygnował z
Gisborne.
-
Co mu po nim. Zresztą ten skrawek ziemi zrekompensuje mu o wiele
większe Knighton.
Guy
uniósł brew z dezaprobatą.
-
Wszak moja siostrzenica wychodzi za Robina.
-
To naprawdę bardzo radosna nowina. - odparł Guy.
-
W rzeczy samej.
Nagle
rozległo się pukanie do drzwi.
-
Wejść! - Longthorn odwrócił wzrok od dowódcy i spojrzał na
drzwi.
Skrzydło
uchyliło się i do komnaty weszła Elisabeth. Guy zobaczywszy ją,
uśmiechnął lekko skłaniając głowę. Dziewczyna dygnęła
grzecznie. Nie spodziewała się widzieć tu Guy'a, ale skoro już na
niego trafiła to ucieszyła się bardzo. Poczuła jak serce zaczyna
jej mocniej bić.
-
Papo Wybieram się z Marian i Robinem do Bonchurch. - oznajmiła
zdecydowanym głosem spoglądając na szeryfa.
Guy
podziwiał jak z cichej, skromnej dziewczyny w jednej chwili stawała
się zdecydowaną i świadomą swych oczekiwań młodą kobietą.
Prawdziwą damą, która miała predyspozycje, by zarządzać domem
jako żona lorda. Jego żona… Guy poczuł boleśnie jak bardzo tego
pragnie. Jej u swojego boku. Przetarł dłonią twarz i stwierdził,
że musi wyjść. Widok Elisabeth zbyt mocno na niego działał,
zwłaszcza, że widywał ją rzadko od momentu ułaskawienia.
-
W jakim celu? - sir John wpatrzony w córkę, nie zwracał już uwagi
na Gisborne'a, który skierował się wolno ku drzwiom. Dziewczyna
odrzuciła na plecy warkocz, a ten kołysał się przez chwilę
omiatając końcówką jej biodra.
-
Złożyć uszanowanie nowemu lordowi. - odparła dziewczyna. - W
naszym imieniu. Nie zrobiliśmy tego jeszcze ojcze.
Szeryf
westchnął.
-
Proszę, co mam tu do roboty? W zamku jest nudno i ponuro.
-
Dobrze… ale….
-
Dziękuję ojcze. - uśmiechnęła się i odwróciła by wyjść,
napotkała jednak spojrzenie Guy'a. Odwróciła się znów do ojca
– Sir Guy będzie mi towarzyszył. - stwierdziła.
niedziela, 21 sierpnia 2016
"Muzyczni ulubieńcy" czyli czego słuchałam w tym tygodniu? #1
Zapraszam na nowy cykl na moim blogu.
Koncepcja tego projektu jest prosta - dzielę się z Wami tym, co zauroczyło mnie muzycznie w ostatnim tygodniu. Czemu nie miesiącu? Przyznaję, że zastanawiałam się nad zestawieniem miesięcznym, ale szczerze mówiąc przez moje uszy przechodzi tyle utworów w ciągu miesiąca, które z czystym sumieniem zapisuje sobie jako ulubieńców, że byłoby tego zbyt dużo jak na jeden post.
Zaczynamy.
wtorek, 16 sierpnia 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 6
Rozdział 6
Dwór
Locksley zniknął im z oczu bardzo szybko. Drzewa i zarośla
wyłaniały się z ciemności oświetlone na krótko lampami powozu i
równie szybko rozmywały się w mroku, gdy je mijali. Elisabeth
milczała odkąd wyjechali. Od czasu do czasu przymykała oczy, ale
nie chciało jej się spać. Emocje były jeszcze zbyt świeże.
Robiła to bardziej dla uspokojenia ojca, którego wzrok czuła na
sobie od czasu do czasu. Jednak w końcu po dłuższym czasie kołysanie
powozu i stukot końskich kopyt znużyły ją. Oparła głowę na
ramieniu śpiącej piastunki i zasnęła.
Jakiś
czas później powóz dojechał do rozstajów i skręcił w lewo.
-
Wuju? - Marian dotknęła dłoni sir Johna siedzącego naprzeciw
niej.
-
Słucham cię Marian. - miał zmęczony, strapiony głos. Przetarł
oczy palcami. - Mów dziecko, zamyśliłem się.
-
Gdzie jedziemy? Nie do Doncaster? Powóz skręcił na południe.
-
Nie, nie możemy wrócić do mojego hrabstwa. Jedziemy tam gdzie jest
król. Tylko on nas może ochronić przed szeryfem. - odparł sir
John.
-
Wiesz gdzie jest teraz król? - dopytywała się Marian.
-
Mnie więcej.
-
To znaczy?
-
Weź przykład z Elisabeth i śpij młoda damo. - zbył ją lord. -
Gdy wstanie słońce z Bożą pomocą będziemy bezpieczni.
Marian
uśmiechnęła się i nie drążyła dalej.
Sir
John powrócił do rozmyślań, które przerwała mu Marian. Miał
nadzieję, że król nadal jest w Leicester i że zdąży się z nim
zobaczyć, nim ten wyruszy do Nottingham. Wiedział od Robina, że
ten posłał już do jego wysokości swojego człowieka, który,
jeśli nic mu się nie przytrafiło po drodze, zapewne musiał już
napotkać królewskie patrole. Lord jeszcze raz wrócił do wydarzeń
sprzed wyjazdu z Locksley. Gdy w nocy usłyszał kroki, potem głośne
rozkazy sir Guy'a był pewien, że przyszli po niego ludzie szeryfa,
bo ten przeklęty zakonnik go jednak rozpoznał. Jakież było jego
zdziwienie, gdy wraz z Gisborne'em pojawił się Robin Hood ze swymi
ludźmi. Sam Gisborne niewiele mówił. Jedyne co od niego usłyszał
to to, że zawdzięcza życie córce. Jednak ton i spojrzenie sir
Guy'a jakie tym słowom towarzyszyły mroziły krew w żyłach. Potem
szorstko nakazał, by zabrał dziewczęta i czym prędzej opuścił
jego dom. Gdy sir John czekał pod dworem, Robin podszedł i wyjaśnił
mu szybko wszystko co działo się, nim wraz z Gisborne'em tu
przyjechali. I choć niespodziewana pomoc jakiej doznali od
najwierniejszego sługi szeryfa, a także, z tego co wiedział od
Robina, wyjawienie przez niego tajemnic szeryfa, by pomóc królowi,
rzucały nowe światło na postać Gisborne'a, to w oczach lorda nie
zyskał on nic. Ot, szczur uciekający z tonącego okrętu, takie
właśnie miał o nim zdanie sir John. Żal mu było w tym wszystkim
najbardziej córki, która zdążyła polubić tego łotra. Widział,
że cierpiała, gdy się żegnali. Uczucia Gisborne'a go nie
obchodziły. Choć przystał na jego prośbę o rękę dziewczyny, to
nic to dla niego nie znaczyło. Wkrótce śmierć Gisborne'a rozwiąże
ten niewygodny układ za niego.
Wyjechali
na otwarty teren i sir John zauważył, że horyzont zaróżowił się
już z lekka na wschodzie. Byli już daleko od Nottingham, a gdy
szeryf odkryje ich nieobecność będą już pod opieką Ryszarda
Lwie Serce.
niedziela, 14 sierpnia 2016
"Tęczowy Most"
„Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.
Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.
Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.
Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.
To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.
A potem przekraczacie Tęczowy Most – już razem…”
Autor Nieznany.
Powinnam chyba jakoś podsumować powyższe, jak zawsze to robię... "Nie znasz dnia, ani godziny" - to jest idealne zdanie.
Dziś niespodziewanie odszedł mój kot. Mój Przyjaciel. Powyższy tekst odzwierciedla to jak chciałabym go widzieć i to gdzie jest teraz. Choć niektórzy odmawiają duszy zwierzętom ja wierze, że one ją mają.
A utwór... utwór sprawia, że po raz kolejny się rozklejam. Ale ponoć to dobrze, nie dusić emocji po stracie.
środa, 10 sierpnia 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 5
Rozdział 5
Sir
John przyglądał się z daleka Elisabeth,
którą
pod rękę prowadził sir Guy. Z obawą patrzył na swoją córeczkę
w rękach tego sługusa zdrajcy i mordercy, Vasey'a. Czemu postąpił
tak pochopnie? Całą drogę modlił się by Bóg wybaczył mu ten
błąd. Gra,
którą prowadził z szeryfem była brutalna i niebezpieczna, a
jej stawka… Anglia,
król… to wszystko wymagało poświęcenia, ofiar. Ale…. Właśnie.
Jeszcze wczoraj nie miał wyrzutów sumienia, że własna córka była
dla niego w tej grze gwarancyjnym wadium.
Uważał,
że czyni dobrze, a jej życie i zdrowie, mimo ryzyka są bezpieczne.
Chytry plan, który powstał błyskawicznie w głowie lorda, gdy
Gisborne zarzucił mu niezdecydowanie, dziś był koszmarem, który
nie dawał mu spokoju. Zwłaszcza, że nie przewidział wszystkiego.
Skąd mógł wiedzieć, że Gisborne, tę tak odległą w terminie
realizacji obietnicę, potraktuje bardzo poważnie i zacznie z dnia
na dzień publicznie okazywać swoje uczucia wobec Elisabeth.
Uczucia, których sir John się nie spodziewał! Hood miał rację...
Trzeba było uważać. Nie docenił Gisborne'a. Jego powściągliwość
i ponura mimika doskonale ukrywały afekt jaki, jak się teraz
okazało, żywił do jego córki. Nie to było jednak najgorsze.
Elisabeth coraz przychylniejszym okiem patrzyła na sir Guy'a. A od
tego była niedaleka droga, by młoda lady się w sir Guy'u
zadłużyła. Sir John ponad wszystko nie chciał, by jego ukochane
dziecko cierpiało. Należało jak najszybciej rozdzielić tych
dwojga póki nie będzie za późno. I to, prócz rychłego przyjazdu
króla i coraz większego zagrożenia jakie wisiało nad jego
rodziną, było powodem decyzji sir Johna, że wyjadą zaraz na drugi
dzień po uczucie, którą wydawał sir Guy.
Para zatrzymała się na chwilę. Lord dostrzegł twarz Gisborne'a, gdy pokazywał coś Elisabeth na drzewie. Po chwili odezwał się słowik. Sir Guy uśmiechnął się do dziewczyny, a ona odwzajemniła się tym samym. Z ociąganiem odprowadził wzrokiem dwójkę, która znów ruszyła wolno ku sadowi, a sam wszedł do dworu.
Para zatrzymała się na chwilę. Lord dostrzegł twarz Gisborne'a, gdy pokazywał coś Elisabeth na drzewie. Po chwili odezwał się słowik. Sir Guy uśmiechnął się do dziewczyny, a ona odwzajemniła się tym samym. Z ociąganiem odprowadził wzrokiem dwójkę, która znów ruszyła wolno ku sadowi, a sam wszedł do dworu.
-
Thronton? Czy wszystkie rzeczy panienki Marian przyjechały już z
zamku? - lord spojrzał na rządcę, który akurat stał w wejściu
do sali biesiadnej, gdzie czyniono przygotowania do jutrzejszej
uczty.
- Tak lordzie.
- Tak lordzie.
-
Dobrze. - rzekł wolno sir John, ale nie odszedł. Stary rządca
milczał, patrząc na starca.
-
Panie… życzysz sobie jeszcze czegoś? - zapytał w końcu.
-
Służyłeś wcześniejszemu lordowi Locksley? - zapytał cicho po
chwili wahania sir John.
-
Sir Robinowi? Tak. Nie ma innego lorda Locksley. - rzekł z dumą
Thornton.
-
Zatem mogę ci zaufać?
-
Zależy czego wasza lordowska mość ode mnie oczekuje.
-
Spokojnie, znam twojego pana, to dobry człowiek i mam nadzieję,
kiedyś będzie mym przyjacielem. - rzekł z lekkim uśmiechem sir
John widząc niepokój na twarzy Thorntona. - Wiem, że służba ma
wiele pracy przed jutrzejszą ucztą, ale spakuj w tajemnicy rzeczy
moje i obu dziewcząt. Wszystko ma być gotowe na pojutrze, na rano.
Łącznie z powozem gotowym do drogi.
-
Będzie jak sobie życzysz, panie.
Lord
skinął głową i strapiony poszedł do siebie.
środa, 3 sierpnia 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 4
Rozdział 4
Burza
nadeszła niezwykle szybko, pokrywając swoim cieniem cały Sherwood,
Nottingham i okoliczne wioski przy okazji posyłając na ziemię
spore, jak na tę letnią porę roku, ilości wody.
Dwór
w Locksley skrył się w mroku. Pochodnie zazwyczaj oświetlające
drogę do dworu pogasły, a strażnicy skryli się pod najbliższymi
zadaszeniami. Co jakiś słychać było ich przytłumione zawołania
i odezwy, ale odgłos deszczu uderzającego o grunt i dachy zagłuszał
w większości wszystko.
Allan,
przywiązany do pręgierza na środku wsi spoglądał w kierunku
dworu, mrużąc zalewane deszczem oczy, ale przez to i ciemność
niewiele w stanie był dojrzeć. Ręce wygięte w tył i związanie
bolały go w stawach. Modlił się, by ta noc minęła szybko. I klął
na Elisabeth. Przez nią tu wylądował. Najgorsze było jednak to,
że czekało go jeszcze spotkanie z Guy'em. I tego się bał się -
dowódca szeryfowej straży nie pozostawał w tyle za swoim
pryncypałem, jeśli chodzi o okrucieństwo w karaniu. Na razie
jednak ta perspektywa wydawała się odległa jak wieczny żywot.
Teraz dręczył go inny strach. Naturalny. Przed ciemnością, nocą,
zimnem. Każdy dźwięk w deszczu jego świadomość potęgowała i
modyfikowała, nadając mu dziwne i przerażające kształty. Allan,
w końcu zamknął oczy i zaczął myśleć o rzeczach dobrych. Nie
było wyjścia, inaczej by zwariował. Mimowolnie przyszły do niego
wspomnienia z nie tak przecież odległych czasów, kiedy był
członkiem drużyny Robina. Powoli też przychodził na niego sen i
półświadomie uśmiechał się wspominając chwile spędzone razem
z drużyną. Marudzącego Much'a, Małego Johna, który lubił
siadywać z boku, Willa, który równie milczący zawsze dłubał w
drewnie nowe użyteczne przedmioty…
-
Allan… - kobiecy głos doszedł do niego jakby z oddali. Poruszył
się, próbując wrócić do świadomości. - Allan...
Dotyk
na policzku, sprawił, że otworzył lekko oczy. Zobaczył przed
nosem kobiecą twarz. Zielone oczy patrzyły smutno, spod lekko
zmarszczonych brwi. Nie było już ciemno, bo wszystko to zobaczył
dość wyraźnie, jednak słońce jeszcze nie wzeszło. Przestało
też padać.
-
Panienka Elisabeth… - wycharczał i potrząsnął głową chcąc
bardziej otrzeźwieć. Krople wody z jego głowy upstrzyły buzię
dziewczyny, która lekko się cofnęła. Zaraz jednak zdjęła z
siebie wełniany płaszcz i okryła nim dokładnie przemoczonego
Allana. Potem wstała i chwyciwszy sukienkę, by nie umoczyła się
od błota, podbiegła w stronę dworu.
środa, 27 lipca 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 3
Rozdział 3
Elisabeth
jechała wolno leśną drogą kierując się do Locksley. Jedną
dłonią trzymała niedbale wodze, a drugą oparła na biodrze i
wpatrywała się w las przed sobą podziwiając jego piękno.
Cudowne, przyjemne popołudnie. W przeciwieństwie do przedpołudnia.
Całe bowiem spędziła w posiadłości Gisborne’a nic nie robiąc.
Marian czuła się nie za dobrze i siedziała w swoim pokoju. Chyba
spała. Elisabeth mając dość czekania, aż kuzynka zechce opuścić
komnatę, kazała w końcu stajennemu przygotować jej konia i
wyjechała zaraz po obiedzie na spacer. Nikt jej nie zatrzymywał.
Ojca nie było. Wcześnie rano wyjechał do Nottingham razem z
Gisborne’m. Mieli wrócić wieczorem. Allan zaś spał w najlepsze
na ławie w sali biesiadnej. Mogła go obudzić, by jej towarzyszył
w przejażdżce jak zawsze do tej pory, ale stwierdziła, że poznała
już okolicę na tyle dobrze, że nie potrzebowała przewodnika, a
tym bardziej ochrony. Od przejażdżki, kiedy to pierwszy raz
wymknęła się z Allanem, odbyli razem już kilka wycieczek,
korzystając z okazji, że sir John wraz z Gisborne'em wyjeżdżają
do Nottingham. Allan za każdym razem protestował, ale przebiegła
dziewczyna umiała tak zaszantażować sługę gospodarza, że ten
musiał jej towarzyszyć, nie chcąc by zwierzchnik dowiedział się
o jego pierwszym nieposłuszeństwie… i każdym kolejnym. O Marian
nie musiała się martwić. Kuzynka dotrzymywała tajemnicy. Za
każdym razem wracali z przejażdżek przed ojcem i sir Gisborne'em,
więc nikt nic nie podejrzewał. Jedynie sir Guy, chodził lekko
zachmurzony, bo Elisabeth zmęczona po potajemnych przejażdżkach
nie miała ochoty na kolejne w ciągu dnia. Wieczorami po wieczerzy
lubiła jednak siadywać właśnie obok niego. Uśmiechnęła się
leciutko na myśl o dowódcy straży.
środa, 20 lipca 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 2
Rozdział 2
Zarządca
majątku Locksley wyszedł przed dwór. Jeden ze sług kilka chwil
wcześniej powiadomił go o zbliżających się przybyszach.
Thornton przyłożył dłoń do oczu, by osłonić je przed słońcem.
Od strony Nottingham nadjeżdżał powóz. Zarządca nie znał go.
Znał za to rycerza, który wraz z kilkoma konnymi eskortował
powóz. Odziany w czarne szaty mężczyzna kłusował dumnie
wyprostowany z ręką opartą na biodrze. Nowy pan na Locksley…
Odkąd syn starego lorda został banitą po powrocie z Ziemi Świętej,
rządził tu sir Guy. Sir Guy z Gisborne, choć tak naprawdę żadnego
Gisborne nigdy nie było. Przynajmniej nie w Anglii. Ponoć jego
ojciec był z pochodzenia Francuzem. Jego Gisborne leżało więc
gdzieś na ziemiach Franków. Thornton westchnął. Każdy tu marzył
by czarny rycerz zniknął, odjechał w poszukiwaniu ziemi ojca i
nigdy nie wrócił. Każdy, kto był w jego mocy, widział w tym
nadzieję na poprawę losu. Niestety Guy z Gisborne był tutaj i nic
nie zapowiadało by kiedykolwiek miał stąd odejść.
Thornton
postąpił krok dalej by powitać swego pana. który wyprzedziwszy
powóz pierwszy podjechał pod dwór.
-
Witaj pa… - zaczął.
-
Thronton każ szykować pokoje! - Guy zeskoczył z konia i rzucił
niedbale wodze chłopakowi stojącemu obok zarządcy. - Trzy komnaty.
I niech przygotują wieczerzę. Dla czterech osób. Mam gości. Lady
Marian, jej wuj i kuzynka. Pozostaną tu jakiś czas. - Guy wydawszy
rozporządzenia, odwrócił się do powozu, który właśnie się
zatrzymał.
Lord
Longthorn wysiadł, a za nim jego córka i Marian.
-
Witaj w moim domu, sir. - Guy skłonił się i wskazał, by weszli do
środka.
Marian
prychnęła.
-
Coś nie tak moja droga? - sir John odwrócił się i spojrzał
uważnie na dziewczynę.
-
Nie wuju. - uśmiechnęła się lekko.
-
Marian jest oburzona tym, że nazywam ten dom swoim. W jej mniemaniu,
choć tego nie powie mi w twarz, jestem tu jedynie intruzem, który
zagarnął to, co nie należy do niego. - rzekł Guy głosem
spokojnym, patrząc jednak z pogardliwym uśmieszkiem na Marian. -
Zawsze byłem intruzem, prawda?
Dziewczyna
milczała.
-
Chyba nie wszystko rozumiem sir Gisborne… - rzekł powoli sir
John.
-
Lord, który panował tu przede mną miał problemy z przystosowaniem
się do panującego porządku po powrocie z Ziemi Świętej. W wyniku
czego stracił majątek i jest wyjętym spod prawa banitą, który
grasuje po okolicznych lasach. Mianował się obrońcą biedaków…
A Marian bardzo go podziwia, prawda?
-
Robin robi to co należy! Gdybyś miał trochę sumienia…
wtorek, 19 lipca 2016
"Rzecz o przypadkach z lasu Sherwood" cz. 1
Rozdział 1
Gniew
się wciąż się w nim gotował. W obecności Marian ledwo trzymał
emocje na wodzy. Tyle poświęcił dla niej. Tyle razy swoim gardłem
ryzykował dla niej przed szeryfem. A ona?... Gardziła nim. Poniżała
go. Przy każdej sposobności. Teraz widział to jak na dłoni. Była
miła tylko jak coś chciała. Jak bardzo go to bolało. Miotał się
w sobie jak dzikie zwierze, które będąc w pułapce, nie wie gdzie
najpierw ukąsić. Ale mimo to ze względu na pamięć ojca i dawne
do niej uczucie postanowił zrezygnować z wydania jej szeryfowi…
Kilka dni temu wiele by dał za możliwość wymierzenia
sprawiedliwości nawet na własną rękę. Dziś było mu już
wszystko jedno. Odkąd ją zdemaskował, dużo myślał. Nie tylko o
jej dwulicowości, ale także o tym co ją pchnęło do tego by
ryzykować życiem dla plebsu. Jak sobie przypominał ile razy jego
straże ścigały Stróża, jego z nim potyczki, to jak go ranił
sztyletem… Czemu dziewczyna z dobrego domu miast haftować wolała
narażać się na niebezpieczeństwo? Chciała pomagać. Stała
śpiewka. A niech jej będzie… Owszem jego również raziła obecna
po okolicznych wsiach bieda. A polityka szeryfa, która miast
doprowadzić do polepszenia sytuacji jeszcze ją pogarszała,
ostatnio wyjątkowo Guy'owi przeszkadzała. Wieśniaków można
uciskać, taki ich los, od tego są, ale fanatyzm szeryfa by karać
ich za choćby cień podejrzenia, że pomagają Robinowi, sprawiał,
że chłopi zamiast generować dochody, generowali straty. Więżenie,
wieszanie, palenie zagród, zamykanie warsztatów rzemieślników nie
poprawiało sytuacji. Ci co mogli opuszczali domostwa, nie widząc tu
przyszłości. Dochody z podatków i tak marne, malały w
zatrważającym tempie, a Londyn domagał się regularnych wpłat…
Guy nie raz sugerował szeryfowi, by na jakiś czas zmniejszył
terror w okolicznych wioskach. Na próżno. Ten stary pryk zarzucił
mu że mięknie, że ma skrupuły, śmiał zasugerować by dołączył
do bandy Hooda, skoro żal mu wieśniaków. Na samą myśl o szeryfie
i upokorzeniach jakich doznawał co dzień od pryncypała zaciskał
szczęki i marzył o chwili kiedy diabli wezmą szeryfa Vasey'a. Miał
nadzieję, że nastąpi to zanim wróci król. Spiski i knowania
szeryfa, do których zawsze był nie do końca przekonany,
teraz coraz mniej mu się podobały. I stawały się dla ich
uczestników coraz bardziej niebezpieczne. Vasey nie widział, że
szanse na powodzenie jego śmiałych planów szybko malały. Nawet z
poparciem księcia Jana. Dalej knuł, spiskował, zdradzał, coraz
śmielej, coraz bardziej brawurowo… i coraz mnie ostrożnie. Na
każdym kroku dawał swoim wrogom twarde dowody do ręki. Lista
zdrajców, którą był Pakt Nottingham, była w rękach Hooda, poza
tym kto wie ilu już posłańców posłał ten banita do króla, by
donieść o zdradzie. Guy nie miał zamiaru dać się powiesić. Zbyt
cenił swój kark i swoje życie. Poza tym było coś jeszcze…
Czuł, że coś go uwiera. Kilka tygodni temu odwiedził miejsce,
gdzie kiedyś mieszkali z siostrą, matką i ojcem. Nie był tam od
wielu, wielu lat. W sumie nie wiedział co go pchnęło, by tam
pojechał. Ale stało się. Zgliszcza spalonego dworu porosły drzewa
i krzewy i jedynie poczerniałe sterczące belki były oznaką, że
kiedyś tu rządził człowiek. Widok ten wstrząsnął nim. Szybko
stamtąd odjechał, a odjeżdżając czuł na plecach czyjś wzrok.
Do tej pory przechodziły go ciarki na myśl o tym, ale to co znalazł
w zgliszczach - pośniedziały medalion matki - dawało mu nadzieję,
że duchy tego miejsca nie życzyły mu źle. Ale czy pochwaliły by
to co się z nim stało? I to go uwierało. Uwierało do tego
stopnia, że przestał sypiać. Nic nie pomagało. Kilka razy schlał
się na umór, ale było jeszcze gorzej. W pijackim widzie przyszła
do niego matka. Nic nie mówiła, nic nie robiła. Tylko patrzyła.
Smutek w jej oczach był nie do opisania. Chciał jej dotknąć,
uściskać, ale nie potrafił, za to ona z jeszcze większym smutkiem
spoglądała na jego dłonie, a gdy podniósł je przed oczy ociekały
krwią. Nie… gorzałka zdecydowanie nie pomagała… stracił chęć
do wszelkich działań, a cios jakim było zdemaskowanie Stróża
jeszcze bardziej go dobił.
wtorek, 12 lipca 2016
Nowe opowiadanie i zła wiadomość :(
Witajcie...
Miałam pewną przerwę od blogowania, ale przyszedł czas by znów tu wrócić, zwłaszcza że w międzyczasie troszkę podziałałam na polu literackim, co zapewne ucieszy kilka osób.
Jednocześnie mam nieprzyjemną wiadomość również związaną z moimi postami literackimi. Straciłam zawartość jednego z dysków, na którym miałam zapisaną powieść o Starożytnym Egipcie, którą jakiś czas temu zapowiadałam. Jest to dla mnie ogromna strata, bo poświęciłam na stworzenie tej historii kilka lat. Starczy powiedzieć, że płakać mi się chce jak o tym pisze...
Ale zostawmy to. Wróćmy do przyjemniejszych rzeczy...
Od tego tygodnia będę się z Wami dzielić opowiadaniem o losach Guy'a z Gisborne. Wiem, było wiele alternatywnych wersji losów tego bohatera, sama czytałam przynajmniej dwie. Nie da się więc uniknąć pewnych analogii. Zresztą nie ukrywajmy, większość powstających fabuł o Guy'u dotyczy tego, by nasz ulubiony rycerz z Notthingham nie kończył tak podle jak w serialu, ale żył długo i szczęśliwie u boku kobiety, którą kocha - z wzajemnością oczywiście ;) ...
Z technicznych szczegółów... pierwszy odcinek będzie opublikowany w kolejnym poście, więc zapraszam do czytania :)
![]() |
| Robin Hood BBC Series - mój screen |
czwartek, 2 czerwca 2016
Guy z Gisborne, szkic.
Natknęłam się ostatnio na taki oto szkic znanej i lubianej przeze mnie postaci.
Ktoś nawet zaakcentował kolor oczu ;)
Niestety nie mogłam doszukać się autora tej pracy, więc pozostaje Nieznany. Trochę szkoda, może znalazłabym więcej ciekawych szkiców.
A Wy? Co myślicie? Fajny taki rysunkowy Guy?
piątek, 13 maja 2016
Wyprawa pod Samotną Górę - krótki komunikat ;)
Do ostatniego rozdziału drugiej części
"Wyprawy pod Samotną Górę"
dodałam kilka dodatkowych stron tekstu, przybliżających bardziej pobyt Elainy w Ereborze.
Dla zainteresowanych edytowany rozdział 11-sty tejże opowieści jest dostępny tutaj.
![]() |
| Screen z filmu "Hobbit: Unexpected Journey", edycja moja |
czwartek, 12 maja 2016
Opowiadanie "Samotność"
![]() |
| Źródło: Pinterest |
Zapraszam do lektury! :)
Mijające dekady, uciekające w przepaść czasu wieki były dla Ainura niby mrugnięcie powieką.
Zamknięty w swej siedzibie, za którą obrał opuszczone wieżyce starej twierdzy w bezludnych puszczach północy, trwał. Nie w znanych przestrzeniach, lecz pomiędzy nimi. Spokojny, uśpiony, taki sam jak na początku czasów. Bezwymiarowy. Istniał, choć był na śmiertelników niewidzialny i niewyczuwalny dając im fałszywe poczucie, że zły duch odszedł.
Aeglossel, Widząca, biała Wiedźma, stała samotnie na szczycie twierdzy Rodu, skanując przestrzeń na wiele kilometrów wokół. Czuła wibracje energii i zaburzenia pól elektromagnetycznych, które były dla niej jak pomruki odległej burzy, które towarzyszyły walce i upadkowi wielkiego czarnego smoka Ancalagona.
Usta elfki poruszyły się, gdy zaczęła szeptać formułę zaklęcia. Należało bowiem jak najszybciej pozbawić truchła czarnej bestii wszystkich jej magicznych właściwości, by duch smoka nie przetrwał ani nie zaczął szukać czegoś w czym mógłby się ukryć. Wiedźma przymknęła oczy i poczuła swoimi zmysłami jak zaczyna w jej kierunku płynąć niby wiatr, niby podmuch, który gdy dotarł do niej począł uderzać w jej ciało wnikając w drobną postać. Stanęła pewniej na nogach, bo podmuchy były coraz silniejsze. Na ostatnim etapie kobieta czuła się jakby walczyła z huraganem, starając się ze wszystkich sił ustać na nogach. Czuła jakby coś paliło ją od wewnątrz, jej źrenice zmniejszały się, to rozszerzały, w głowie słyszała jakby głos, mówiący w nieznanym jej języku.
- Odejdź! Nie jestem twoją sługą! - wysyczała, domyślając się, że być może to twórca Ancalagona upominał się o swoją własność.
Elfka skupiła całą swoją energię i moc by oprzeć się głosowi, który był coraz bardziej natarczywy. I nagle... wszystko ucichło. Napierająca na nią energia nagle znikła, a Aeglossel straciła równowagę i upadła na kamienną posadzkę. Wsparła się jednak na kosturze i wstała. Mimo, że przejęła energię tak wielkiego stworzenia, cały proces ją osłabił. Zwłaszcza że nie spodziewała się aktywności stwórcy smoka. Mimo to udało jej się przejąć całą energię zdychającej bestii.
- Władca będzie zadowolony. - wyszeptała i powoli zeszła krętymi schodami wgłąb twierdzy.
środa, 11 maja 2016
"The English Ladye And The Knight" - fanvideo Lady Marian&Guy of Gisborne
Króciutki post, bo chciałam podzielić się z Wami bardzo przyjemnym fanvideo.
Piosenkę śpiewa Loreena McKennitt.
Bohaterowie znani i lubiani, więc nie przedstawiam ;)
poniedziałek, 2 maja 2016
Podróż w czasie - rekonstrukcja historyczna.
Dziś realizuję jeden z planów blogowych na ten rok i uchylam rąbka tajemnicy dotyczącej mojego hobby czyli rekonstrukcji historycznej.
A więc od początku...
Do ruchu rekonstrukcyjnego przyłączyłam się w styczniu 2015 roku. W moim mieście działa jedno z większych bractw w Polsce, więc nie musiałam daleko szukać. Ja i bractwo, do którego należę, odtwarzamy tzw. okres okołogrunwaldzki. czyli końcówkę XIV i początek XV wieku.
Dlaczego wybrałam takie hobby?
Po pierwsze...
Interesowało i interesuje mnie jak ludzie żyli dawniej. Co oni jedli, co pili, na czym spali, z czego i jak robili przedmioty codziennego użytku itp. Rekonstrukcja daje mi możliwość nie tylko zaznajomienia się z tym, poszerzenia wiedzy, ale uczestniczenia w pewnym stopniu w życiu ludzi z sprzed 600 lat.
Po drugie...
Chciałam się nauczyć walczyć. Umożliwiono mi to. Dzielnie trenowałam z chłopakami z bractwa w sekcji ciężkozbrojnych i raz nawet udało mi się wyjść do turnieju. Choć zajęłam tam słabe miejsce, to uważam sam fakt uczestnictwa w walkach za jedno z największych osiągnięć w moim życiu.
Po trzecie...
Lubię przybywać w warunkach, nazwijmy to umownie, surwiwalowych, blisko przyrody, gdzie człowiek jest zdany w dużym stopniu tylko na siebie. A takie mniej więcej w obozach na turniejach panują. Choć coraz częściej organizatorzy turniejów zapewniają możliwość skorzystania z prysznica, a toi-toi to już standard, nadal życie obozowe jest wyzwaniem, dla niektórych nie do przejścia.
I po czwarte...
Zawsze chciałam robić w życiu coś, o czym mogłabym kiedyś opowiedzieć wnukom ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













